Dzisiaj opowiem wam historie która była dla mnie bardzo ważna, pewnie pamiętacie z postu o zwierzakach że Nexti I Dziodzio mieli jedno młodego. Ale zastanawialiście się jak to naprawdę wyglądało? Nie główcie, się dzisiaj wszystkiego się dowiecie!
Singusia i kocia mama.
Już od dawna wiedziałam że nie skończy się na 5 kotach, ale nie spodziewałam się że moja mama postanowi sama je hodować. Było dużo przeszkód takich jak że nasz samiec zachorował i 2 razy schodził ze świata, albo jak nasza samiczka czekała pół roku na ruje ale w końcu się udało. Fotek rodziców nie będę wam wstawiać, możecie zobaczyć sobie tutaj, Nexti i Tedoror. http://witajciewmoimswieciepl.blogspot.com/2015/04/moje-zwierzeta.htmlPewnej nudnej środy, dostałam sms'a od mojej starszej siostry o takiej treści "Byłyśmy z mamą u weterynarza, Nexti ma 3 młode w brzuchu!". Strasznie się ucieszyłam! Bo wiecie, pierwsza ciąża kotki może skończyć się na 1 lub 2 kociakach i było by mi smutno gdyby np. był jeden i by nie miał z kim się bawić dlatego się ucieszyłam. Około tydzień później, może dwa sama chciałam zobaczyć małe kociaki. Niestety o mojemu jak i zdziwieniu weterynarza, rozwinął się tylko jeden płód. Był ogromny, z resztą wcześniej, wyróżniał się. Właśnie tego obawiała się pani weterynarz, ten jeden kociak był taki wielki ze potrzebował mnóstwo jedzenia żeby przeżyć i z tego powodu zabrakło jedzenia dla 2 pozostałych. Niestety nie było już nadziei dla biednych, najprawdopodobniej już martwych kociaków. Ale przynajmniej będziemy mieć jednego, pocieszałam siebie ale i tak było mi smutno bo jak mówiłam nie będzie miał z kim się bawić. ( Co potem okazało się nie prawdą, ale to potem! xD) Dwa tygodnie przed porodem mama znowu poszła z siostrą do weterynarza, ja tym razem nie mogłam pójść bo byłam w szkole. Znowu była to środa, dostałam sms'a znowu od starszej siostry że jednak jeden kociak przeżył i będą dwa! Jeszcze bardziej ucieszyłam się niż wcześniej! Było to coś typu "Huraa! Nie będzie sam!". Kotce został 1 dzień do porodu, jeżeli by nie urodziła tego dnia albo następnego musiała by mieć cesarskie cięcie i by było nie fajnie! D=. Pamiętam jak by to było wczoraj! Był to czwartek, wracałam do szkoły autobusem. Byłam cała zdyszana bo musiałam biec bo prawie mi uciekł. W drzwiach stała tata. zdziwiłam się że nasza kotka w ciąży nie turla się po korytarzu. (Pod kafelkami na korytarzu są rury z ciepłą wodą, a ona jak kot musiała to wykorzystać. xD) Zdziwił mnie też fakt że tata mi otworzył drzwi a nie mama. Powiedziałam to bezmyślnie, nie wiem czemu ale nie spodziewałam odpowiedzi, zapytałam "A gdzie Nextusia, nie robi fikołków?" (xD). Tata oznajmił mi że Nexti rodzi. Nie wzięłam tego na poważnie i odpowiedziałam "Jaja sobie robisz". Tata na mnie popatrzył i się uśmiechnął. Powtórzyłam kilka razy jeszcze to zdanie. A tata w końcu odparł "Jak mi nie wierzysz to idź zobacz, leży u Ameli na łóżku" (To moja młodsza siostra). Więc poszłam. Wow, mój tata nie żartował! Na łóżku siedziała mama a obok Nexti z malutkim kotkiem który ssał mleczko, był mniejszy od ręki!!! Od razu zaczęłam pstrykać fotki i kręcić filmy moją zacną Xperią, macie na górze. Minęło ok. 6, 7 godzin a ani śladu po 2 kotku. Rodzice zaczęli się niepokoić że tak długo się nie rodzi. W końcu o 19:30 postanowili pojechać do weterynarza. Nie wiem co oni tam tak długo robili ale nie było ich prawie godzinę. W końcu wrócili, i niestety okazało się że najprawdopodobniej drugi kotek to była pomyłka i jest tylko jeden. Weterynarz dał jakąś tabletkę Nexti gdyby w razie czego miała urodzić tego drugiego, ale nic z tego nie było bo skoro do tej pory nie urodziła to znaczy że go nie ma...;-; I tak oto 4 grudnia 2014 roku w naszej rodzinie pojawił się nowy członek rodziny, Szprotka!
Nie łatwe było określenie płci, ale okazało się że to rzeczywiście jest to dziewczynka. nazwaliśmy ją Szprotka dlatego że się tak wiła, nie miała jednego dnia a już chciała podróżować. Od początku było wiadomo że ten kot pójdzie do mojej starszej siostry i jej chłopaka. (wynajmują taki małe mieszkanko.) Kiedy ona przyszła zaczęła krzyczeć że to głupie imię i że ona ma mieć na imię "Princessa" czy jakoś tak... Wcześniej miała mieć na imię Junior, bo Aurelia (moja sis) myślała że to będzie chłopczyk. Pewnego razu chciała powiedzieć Junior do malucha, ale się skapnęła w połowie że to dziewczynka i powiedziała Juni. I trzyma się do tej pory, i nasza kicka nazywa się Juni. Takie "Ufff, już zaraz koniec!" Ha! Pomarzcie sobie to wcale nie koniec przygód z Juni. ;)
Nie jestem do końca pewna czy było to tej samej nocy co urodziła się Juni czy następnej, ale wiem że była to 1 w nocy. Obudziło mnie miauczenie kota, a była to Nexti poznałam ją mimo zamulenia które zawsze towarzyszy mi przy pobudkach nocą. Zaczęłam się niepokoić, bo nie chciała przestać, miauczała i miauczała aż w końcu obudziła mamę. "Co się dzieje Nextusia? Chodź do małej"powiedziała mama, pomyślałam sobie że to może sen ale jakoś w to nie wierzyłam. Nagle usłyszałam może nie krzyk ale głos "Yyyyy!!!". Była to mama, zaraz potem powiedziała do taty który zerwał się z łóżka "Nie ma małej w kojcu!". Tata opowiedział "Jak to?! Nexti ją przeniosła?! Przecież ona może być wszędzie!". A do tego mamy 2-piętrowy dom, więc w ogóle było nie fajnie. Nie wiem co, ale coś mi kazało zaglądnąć za moje drzwi, gdzie stała szafa i była szczelina między szafką a ścianą. Nexti często tam spała, drapała podłogę, a czasami nawet spędzała tam cały dzień i nie chciała wyjść. Było ciemno i nic nie widziałam, dlatego musiałam ręką sprawdzić czy jest pusto. W pewnym momencie, poczułam coś puchatego, takiego jak dywan tylko że bardziej grubego. Wzięłam to do ręki i usłyszałam cichutki miauk, i od razu wiedziałam ze to nasza Juni. Zaniosłam ją na rękach, a ona zaczęła miauczeć coraz głośniej i głośniej, nagle usłyszałam mamę która mówi że ją słyszy. Jak mnie zobaczyła z małą w rękach ucieszyła się, z resztą tata chyba też. ;) Ale nie! To nadal nie koniec! Poszłam do pokoju i przymknęłam drzwi i położyłam się wygodnie do łóżka. Nie minęła minuta jak usłyszałam krzyk mamy "Nie, Nexti poczekaj!". Nagle moje drzwi otworzyły się i weszła Nexti z Juni w psyku. ;-;. Po chwili weszła mama i powiedziała że to bez sensu znowu ją przenosić, i postanowiła że mała będzie u mnie! Było dużo kombinowania bo do kojca też nie chciała wejść, ani Nexti ani jej córka. W końcu Nexti wzięła Juni do pyszczka (znowu) i poszła pod moje łóżko, mama wzięła jakiś kocyk ułożyła go pod łóżkiem a Nexti przeniosła malucha na kocyk. Potem... Nie wiem, chyba zasnęłam. xD
Juni wychowywała się u mnie, pamiętam jak pierwszy raz otworzyła oczy, albo jak pierwszy raz zaczęła chodzić, a raczej pełzać po podłodze. Niestety potem były problemy, i gdyby weterynarz by nam nie powiedział że jedynaki u kotów są na tyle ciężkie że nie potrafią tyłka podnieść i trzeba położyć jakiś szorstki dywan to by Juni by zanikły mięśnie w tylnych łapach. Na szczęście w porę położyło się dywan i Juni zaczęła normalnie chodzić na łapach. Spędziłam z nią 2 miesiące, to było niesamowite! Czułam się jak jej druga matka, i z resztą tak mnie traktowała. Pamiętam jak chodziłam a ona ciągnęła mnie za nogę, albo jak siedziałam w rajstopach a ona wspięła mi się na kolana, (rajstopy do śmieci) albo jak zemną spała, albo to jak dostała ochrzan od Nexti za to że bawi się jej nosem to przyszła do mnie i zaczęła bawić się moim. xD Były to niesamowite chwile, mam nadzieję że następny miot też Nexti wychowa sobie u mnie. (nie ważne że wtedy Juni była jedna a teraz będzie ich może 5. xD) Albo pamiętam jak Juni chciała wyjść na korytarz a rodzicie nie chcieli jej wypuszczać bo mój pokój jest na górnym piętrze i by mogła ze schodów spaść a raczej wejść w szparę w barierkach i spaść. xD Dlatego rodzicie postawili jakieś kartony żeby nie wyszła, ale ona nauczyła się skakać niestety, to rodzice zrobili jeszcze większą fosę, ale ona tez nauczyła się przez nią przeskakiwać to rodzicie zrobili taką dużą przeszkode że ja nie mogłam wejść do pokoju a ona nadal umiała to przeskoczyć. ;-; W końcu rodzicie zamontowali karton przy barierkach i Juni biegała już po całym domu. Nie przeszkadzały jej inne koty, bardziej kotą ona przeszkadzała. A jaszczurka? Bardziej traktowała Remka jak zabawkę niż jak żywego zwierzaka. xD
1 dzień:
5 dni:
około tygodnia:
Około 2 tygodni:
Około 3 tygodni:
1 miesiąc:
Miesiąc i 1 tydzień:
Około 1,5 miesiąca:
Ale wszystko co dobre się kończy, w końcu osiągnęła 2 miesiące i nadszedł czas żeby przeprowadziła się do starszej siostry. Było mi trochę smutno nie ukrywam, np. nie miał już kto zemną spać ale za to nexti do teraz siedzi u mnie w pokoju tak samo jak ojciec Juni który nawet dogadywał się z córką. Ale za to Sheba, taki kotek teraz się do mnie przykleił i zemną śpi każdej nocy. A to proszę zdjęcia przed kilku dni. ;)
Juni świetnie się czuję u siostry, rozrabia i szaleje ale ma też momenty w których można ją przytulić. Pamiętam jak nie widziałam jej przez 2 tygodnie i przyjechałam do Aurelii (mojej sis) i nie poznałam chrzestnej córeczki! Tak wyrosła! Wyglądała jak nie ona! Wyrosła na pięknego, dojrzałego kota. Aż nie możliwe że z czegoś tak małego wyrosło takie wielkie coś. =D Z resztą spójrzcie na te zdjęcia a potem na pierwsze, pierwsze po urodzeniu. Porównajcie! Ja sama nie mogę w to uwierzyć! Zupełnie inny kot nieprawdaż?! To było nie zapomniana przygoda! Sądzę że będę Juni nosić w sercu do końca życia!
Żegnam was z całego serduszka. ♥
/Singusia









.jpg)






































Fantastyczny post! Po prostu rewelacyjny! To jest chyba moja ulubiona seria. No, powiem Ci że długo się czytało. =D
OdpowiedzUsuńWielkie dzięki! ;*
UsuńSuper! Fajnie miałaś, słodka ta Juni :* Długi post, lubię :)
Usuń- Maja
Następny będzie osach! ;d
UsuńSuper historyjka. Na jaki mail mam piosać pytania?
OdpowiedzUsuńNa ten, singusialove@gmail,com a poza tym już do ciebie napisałam. ;D
UsuńEj!!! Czemu nie było dzisiaj postu??? :(
OdpowiedzUsuńBardzo fajna historia
OdpowiedzUsuń'przyszla siostra i zaczela krzyczec ze to glupie imie' dzieki sis :P
OdpowiedzUsuńa Juni to najcudowniejsze stworzenie pod sloncem! <3